Słomiany zapał czy cisza przed burzą?

Mój pierwszy post od ponad roku.
Ktoś mógłby pomyśleć, że poddałam się zanim cokolwiek zaczęłam. Czy było tak naprawdę? No... Nie do końca.
 

To jak było?
Najlepiej będzie jak zacznę od początku.
W planach miałam spektakularny powrót. Sesje, okładki, autografy, miliony fanów i wakacje na jachcie. Dobra dobra, w tym momencie fantazja mnie nieco poniosła ale jedno muszę przyznać. Mierzyłam wysoko. Czy coś się zmieniło? Nie. Mnie ambicja nigdy nie opuszcza.

Życie płata figle. Czasami trzeba z czegoś całkowicie zrezygnować, a innym razem przesunąć w czasie. Czy to źle? Nie. 
Moja ŚP babcia Alinka zawsze powtarzała mi "pamiętaj, zawsze COŚ dzieje się PO COŚ".

I tym razem mój powrót musiał poczekać PO COŚ.

Jestem okropnym raptusem. Moja mama może to potwierdzić. Jak coś sobie wymyślę to chciałabym to JUŻ mieć. Nie lubię czekać. Brak sprzętu, aparatu doprowadzał mnie wręcz do frustracji! 
Cierpliwość popłaca, mówiła mama. I miała rację. 

Przez ten czas nadrobiłam dużo teoretycznej wiedzy fotograficznej.
Uczyłam się od nowa obsługi Photoshopa czy Lightrooma. Szukałam inspiracji. Notowałam. Dużo myślałam nad tym jakie zdjęcia chciałabym robić, komu. Jak rozplanować wydatki, ile za ile?

Dzięki temu, że poczekałam to dzisiaj jestem spokojna, bo dużo rzeczy mam poukładane. Przyjdzie też czas na kursy, szkolenia i naukę. Nie mogę się tego doczekać. 

Czy mój powrót jest ostateczny i prawdziwy? 

Oficjalnie tak.
I invite you to my World. ✨
P. 



Komentarze

Popularne posty